W żadnym stopniu nie jestem tumblr i nie mam pojęcia dlaczego zrobiłam takie zdjęcia i teraz je tu wstawiam. Każdemu przyda się trochę inności. Dzisiaj mam dla was niezbyt długiego posta. Ostatnio tracę inspirację i nie mam pojęcia o czym pisać. Zbliżają się moje urodziny, potem święta i 2017. Nie mam na razie planów na przyszły rok. Mam jednak wielką nadzieję pojechać na Tini, Ariane i Bruna. Nie mieszkam jakoś blisko Łodzi, ale też nie mam zbyt daleko. A wybieracie się na jakieś koncerty bądź planujecie? Czy wy też odnosicie wrażenie, że tygodnie lecą w bardzo szybkim tempie? Trochę się obawiam, że przegapię trochę moje życie i zmarnuje szanse, które daje mi świat. A jak jest z wami? Koniecznie podzielcie się tym w komentarzu i nie zapomnijcie o obserwacji bloga, buziaki!

Pierwszy raz w życiu jestem zadowolona z tytułu mojego posta :)))
Dzisiaj przychodzę do was z trochę luźniejszą atmosferą. Czasami wolę się odciągnąć od uwikłanego świata mody i wprowadzić trochę lifestylu. Wiem, że czasem znikam bez słowa i chciałabym to zmienić, ale jak już chyba kiedyś wspominałam - zaczęła się szkoła i kompletny brak czasu. Może byłoby ok, gdyby nie jedna sprawa który męczy mnie od połowy września. Może nie nazwałabym tego męczeniem, po prostu mój świat nagle stał się fajny o ile kilka dni temu z tego samego powodu się rujnuje.
Nie chcę mówić dokładnie o co chodzi, ponieważ nie sądzę, aby kogoś z was interesowało moje życie prywatne. Postanowiłam usiąść dzisiaj a spokojnie i do was napisać, bo jak już wyżej wspomniałam - od kilku dni moje życie wywróciło się do góry nogami. Nie mogę myśleć, uczyć się i już widzę jak dostaję te jedynki ze sprawdzianów i kartkówek. Jedyną rzeczą jaką się zajmuję to siedzenie z telefonem w ręku i jedzenie. Ja sama nazywam to depresją, bo nigdy nie lubiłam jeść. Przez całą podstawówkę nie jadałam śniadań ani w szkole ani w domu. Jadłam obiad, jak miałam ochotę to małą kolację. A teraz ciągle jem i to wcale nie ze względu na to, że jestem głodna.
Jestem typem człowieka, który jest lubiany przez towarzystwo, ciągle się śmieje. Teraz nie mogę i zaczynam udawać. Ludzie nie zrozumieją tego co się działo w moim życiu od połowy 1 klasy gimnazjum. Nigdy.
Witam wszystkich serdecznie! Dzisiaj postanowiłam usiąść i napisać dla was posta, ponieważ uważam, że przez szkołę kompletnie nie mam na nic czasu. Nie jestem typem osoby, która siedzi nad książkami, ale też nie jestem osobą lecącą na jedynkach. Mam dobre oceny, chociaż mogłyby być lepsze.
W ostatniej notce pisałam o moich porankach, a teraz chcę wspomnieć o dniu w szkole. To właśnie tu spędzam pół dnia i tak naprawdę cały czas jestem poza domem. Jak to wszystko wygląda? Powiedziałabym jeszcze rok temu, że chodzę do takiego starego gimnazjum, bo w końcu budynek jest z XIX wieku, ale teraz jakoś tak lubię te sale, podłogi. Może to właśnie tworzy ten klimat? Zawsze lubiłam nowoczesność, potem miałam fazę na vintage - a dzisiaj jestem tak w połowie. Nie chcę, żeby był zbyt nowocześnie, ale też niezbyt staro.
Ludzie. W podstawówce spotykałam się z wredną atmosferą, nie było tam miejsca dla innych osób albo takich, którzy mają swój styl. Ja będąc aktualnie w 2 gimnazjum mogę powiedzieć szczerze, że jeśli ubierzesz się ładnie i w swoim stylu to naprawdę nikt się na ciebie nie spojrzy w dziwny sposób. Chociaż tu wcale nie chodzi o wzrok, tylko o naszą niepewność. Czasami nawet pewne siebie osoby, które ubiorą się inaczej stracą tą pewność jeśli spotkają się ze złą opinią.
A jak wygląda wasza szkoła? Czy nie boicie się eksperymentować ze strojami?
Witam wszystkich po przerwie, ale niestety nie miałam zbytnio czasu na pisanie postów. Mam nadzieję, że teraz kiedy moje życie wraca do normy to będzie więcej notek. Przechodząc do tytułu to dzisiaj opowiem wam o moich porankach. Odkąd znów chodzę do gimnazjum, a aktualnie jestem 2 2 klasie muszę wam powiedzieć, że jest inaczej. Kiedyś wstawałam późno i nie miałam kompletnie na nic czasu. Ostatnio postanowiłam, że lepiej mieć więcej luzu rano, a nie wybiegać na autobus na ostatnią chwilę. Czy wy też tak macie/mieliście?
Jestem typem ludzi, który nie lubi warstwy makijażu na twarzy. Kilka miesięcy temu zaczęłam używać podkładu, korektora i nie wpłynęło to dobrze na moją cerę. Mogę powiedzieć, że wręcz tragicznie. Aktualnie nie używam niczego. Na noc jedynie nakładam na rzęsy coś co ma je wydłużać. Chyba wolę być bardziej naturalna niż być po prostu sztuczna. A zresztą nie wydaje mi się, żeby chłopacy lubili plastiki.
Kiedyś po wstaniu miałam strasznie opuchniętą twarz, czyli taki typowy bad face day. Polecam w takich wypadkach na noc wypić minimum 2 szklanki wody - efekty są. Zawsze byłam też przekonana, ze mam ogromne sińce pod oczami, teraz jakoś nie zwracam na to uwagi. A nawet uważam, że są prawie niewidoczne.
A jak wygląda wasz poranek? Czy zmagacie się z jakimiś podobnymi problemami?






